Nić Ariadny

Grodzone osiedla. Zmora naszych miast. W samej Warszawie takich osiedli jest kilkaset, dla porównania w większym Berlinie, policzymy je na palcach jednej ręki. Kiedyś były wyznacznikiem luksusu i prestiżu. Jak jest dzisiaj?

Badania mówią o złudzeniu bezpieczeństwa, co więcej, naukowcy wysnuli termin paradoks bezpieczeństwa. Dominik Owczarek z Uniwersytetu Warszawskiego tłumaczy to zjawisko w następujący sposób. Im bardziej staramy się odgrodzić, zapewnić sobie w jakimś stopniu wspomniane bezpieczeństwo, tym bardziej jesteśmy świadomi zagrożeń. Ten proces jest nazwany „kołem strachu”.

Tego typu architektura przyczynia się do utrudnienia mobilności. Niejednokrotnie mieszkańcy muszą nadkładać drogi. Często mieszkańcy osiedli otwartych mając w sąsiedztwie zabudowania za płotem, sami chcą się odgrodzić. Płoty wyrastające z dnia na dzień, zamykają znane szlaki na przystanek czy do sklepu.

Problemem są również miejsca parkingowe. Nierzadko dochodzi do sytuacji, gdzie goście mieszkańców ogrodzonych stawiają samochody w przestrzeni osiedla otwartego. Są to sytuacje konfliktogenne.

Oczywiście, nie zlikwidujemy grodzeń całkowicie. Na szczęście istnieją alternatywy. Zamiast płotów czy murów warto sadzić żywopłoty. Izolują od hałasu, filtrują zanieczyszczenia. Dają schronienia ptakom, które są naturalnym wrogiem komarów. Jeśli chodzi o aspekt bezpieczeństwa, dużo lepszym pomysłem wydają się oświetlone chodniki oraz monitoring.

Treningi biegu z przeszkodami powinny mieć miejsce na bieżni lekkoatletycznej. Otwórzmy osiedla, otwórzmy się na „somsiada” 😊.