Dewelopersi preppersi

Katastrofa, katastrofa, zewsząd słychać katastrofa! Tak się jakoś katastroficznie zrobiło, że aż zaczęliśmy czytać o preppersach. No nie ma się czego wstydzić – lepiej się zawczasu przygotować. A odpowiedzialni rodzice muszą wiedzieć, jak zadbać o rodzinę.

Fajne łaciate stroje mają ci preppersi, ale ci jacyś tacy nieżyciowi. Budować bunkry? Uciekać gdzieś do lasu? Gdyby dwa miliony warszawiaków uciekło do lasu, to Puszcza Kampinoska wyglądałaby jak kamping nad Zegrzem. Obawiam się, że skończyłoby się to jak na ostatnim paintballu. Masakra. A my wprawdzie w miejskim maratonie zajęliśmy zaszczytne miejsca (w pierwszej pięćsetce), ale jak tu błąkać się po lasach z maluchem? No i te komary i kleszcze! To fajna zabawa na niedzielnie popołudnie, ale na stałe – o nie. Zresztą kiedy ostatnim razem wyjechaliśmy poza miasto, to alarm smogowy szybko nas zawrócił. Zabójcze dymy z okolicznych kopciuchów malowniczo rozciągały się nad polami. Wyszły fajne zdjęcia. I ostry kaszel u bąbelka. 


Trzeba znaleźć lepsze schronienie. Schron? Tak! To jest to! Musimy poszukać dobrego schronu. Tylko niech będzie taki miejski, komfortowy, w pobliżu mojej ulubionej indyjskiej knajpki, przystanku autobusowego i przedszkola. No i wśród ludzi! Pierwsza zasada preppersa – przetrwasz tylko we wspólnocie, kiedy masz wodę, żywność i bezpieczne miejsce. 

Czy są tu jacyś deweloperzy preppersi? Sprawdźmy checklistę:

1] Najpierw woda. Zbiornik na deszczówkę jest? Jest. Ed Stafford pokazywał jak uzdatniać wodę do picia węglem drzewnym i garścią piachu, więc w razie braków wody, przetrwamy. Na upartego, to nawet ziemniaki można posadzić. A na razie, niech się sobie rozsącza pomiędzy krzewami. Bujnie nam krzewy rosną. Wciąż zielone, gdy sąsiadom naokoło żółkną trawniki. 

2] Zabezpieczenie przeciwpowodziowe jest? Jest. Znowu zbiornik na deszczówkę, ogród deszczowy, dużo zieleni przechowującej wodę i wodoprzepuszczalne nawierzchnie. Kolega po burzy błyskawicznej wyciągał żaby z bagażnika (żartuję, ale było blisko) – więc powaga. 

3] Schronienie przed zimnem i morderczymi upałami jest? Jest. Współczynnik przenikania ciepła murów i okien całkiem niezły, więc choćby wysiadło ogrzewanie i klima, to budynek będzie dobrze trzymać temperaturę. Energooszczędność, to jest to! A w dodatku elewację porasta gęsty winobluszcz, więc żaden upał nam nie straszny. Nawet ławeczka w cieniu drzewa jest, żeby się nam bąbelek w miejskiej wyspie ciepła nie zagotował.

4] Zabezpieczenie przed krwiożerczymi bestiami jest? Jest. Mamy małą armię wróbli i jerzyków na stanie. Dostały żywopłot na schronienie, karmnik na zimę, pojnik i budki lęgowe, więc świergolą radośnie. A pisklęta wcinają muchy, kleszcze i komary, aż miło popatrzeć. Podobno przenoszącego dengę komara tygrysiego notowano już w Niemczech i w Czechach. Phi! Niech spróbuje się pojawić na moim osiedlu! Ptasia armia czuwa.

5] Zabezpieczenie antysmogowe jest? Jest. Drzewa, krzewy, żywopłoty, winobluszcz, w ogóle zieleń to niezły filtr przeciwpyłowy. Jednak mamy jeszcze taki luksus – wentylacja mechaniczna z filtrami. Tajemnicza i niemożebnie droga technologia. Ja tam nie wiem, co to. Niech się jakiś inżynier wypowie. W każdym razie oczyszcza powietrze w budynku. A dopóki przodujemy w rankingach światowych trucicieli, to warto. W mieszkaniu mamy najczystsze powietrze w mieście. 

6] Energia jest? Jest. W gniazdku. A poza tym latarka ledowa w szufladzie i panele PV na dachu. Oraz sąsiad elektryk, więc w razie blackoutu, może da się komórkę naładować? Teraz PV zasilają klatkę schodową – rachunki trochę niższe.

7] Wspólnota jest? Jest. Samotny człowiek w trudnych czasach nie przeżyje. Trzeba sobie  pomagać. Więc starszej sąsiadce robimy większe zakupy, a ona czasem zostaje z bąbelkiem. Ten miły gość spod ósemki i ponurak spod jedenastki, umawiają się na wspólną podwózkę do mordoru. Sąsiadowi na górze karmimy kota, gdy wyjeżdża na wakacje. Jakoś się trzymamy. Razem sobie poradzimy. 

A! Jeszcze zapasy! Sklepik osiedlowy działa, ale na wszelki wypadek ryż, mąka, kilka puszek z ulubioną fasolką i kiszone ogóreczki od babci, czekają na czarną godzinę.

W takim schronie, w takim domu – bezpiecznym schronieniu, można przetrwać prawie każdą katastrofę. Rodzina chwilowo bezpieczna, więc teraz możemy wygodnie usiąść i zacząć się zastanawiać, jak tej piekielnej katastrofie zapobiec… Czy możemy zrobić coś jeszcze? Hmmm pomyślmy… 

c.d.n.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *