Malowanie domów na zielono

Dawno, dawno temu, w zamierzchłych czasach, których najstarsi deweloperzy nie pamiętają, reklamy osiedli przypominały kipiące zielenią, pełne drzew rajskie ogrody, spoza których ledwie wyzierały fragmenty budynków. Były projekcją marzeń nabywców, które skrzętnie wykorzystywali marketingowcy. Te fantazje grafików miały swój ciężar – prawdziwych potrzeb ludzi, odzwierciedlonych w cenie mieszkań i domów rzeczywiście otoczonych zielenią.

Tylko, że potem wszystkim było łyso, kiedy nowe osiedle okazywało się łyse. Beton, beton, beton i mizerna trawa z rolki. Czasem kilka patyczków wystających z ziemi (to te przyszłe bujne drzewa mające sięgajać dachów). Nic więc dziwnego, że kupujący się buntowali. Później wizualizacje zaczęły w miarę wiernie oddawać otoczenie. Nadal beton, beton, beton, trawa z rolki i kilka patyczków. Tylko już nawet na obrazkach nie było na czym oka zawiesić. W dużych miastach, w zbliżonych lokalizacjach powstają budynki o podobnej architekturze, w podobnym standardzie, z podobnie wyglądającymi mieszkaniami o podobnych cenach. Więc jak tu się wyróżnić? 

Niestety mieszkalne budynki mogą być albo nudne, albo nieżyciowe. Nie ma w nich specjalnie miejsca na szaleństwa architektów. Funkcja ogranicza. Okna muszą być i balkony. I drzwi. W rządku. Zygzaki niewskazane, bo potem okno wychodzi w rogu pokoju.  Oj, czasem się zdarzają jakieś fanaberie. Bywa naprawdę dobra architektura. Ale najczęściej wyróżniają drogie elewacje, które nawet na obrazku wyglądają tak sobie. A później wcale – bo kto by tam zadzierał głowę do góry, biegając w codziennym miejskim zgiełku. Odróżnienie jednego budynku od drugiego za pomocą architektury czy elewacji jest kosztowne i nie zawsze trafne. Za to żywą zielenią możemy malować najbardziej oryginalne obrazy. 

Nie, nie, tym razem nie chodzi o Greenwashing. Chociaż rzeczywiście eko dobrze się sprzedaje. Co drugi produkt jest eko. Co drugie osiedle – „Zielone”. Nic dziwnego –  ludzie chcą żyć coraz bardziej ekologicznie, ale są też coraz bardziej świadomi. Serwując eko-ściemy, można narazić się tylko na drwiny. Nie chodzi też o zielone obrazki. Chociaż…

Na szczęście znowu wróciły czasy, gdzie na reklamy niektórych osiedli aż miło popatrzeć. Zieleń nieśmiało zaczyna mknąć w górę. Najpierw po kosteczki, potem po kolanka, a ostatnio nawet i za uszy sięga! Nie mówiąc już o takich luksusach, jak drzewa. Bo piękne stare drzewa też się już na nowych osiedlach zdarzają. Można sobie usiąść z bąbelkiem na ławeczce w cieniu drzewa i się rozmarzyć…

Można wykosztować się na piaskowiec na elewacji. Ale może lepiej przesadzić drzewo? Osiedle Pod Dębem brzmi fajnie? Na pewno lepiej niż następne Osiedle Zielone. 

Oczywiście nie wszyscy to szczęściarze, którzy mają wokół działki drzewa. Ale to nie jedyne przyrodnicze cuda, które kryją się na gruntach przeznaczonych do budowy i wokół nich. Jest strumień, stawik? Albo nawet takie wróble, które zagnieździły się w starych barakach do rozbiórki. Można stworzyć im wspaniałe i efektowne miejsca lęgowe wkomponowane w elewację apartamentów Wróblowy Zakątek. Zamiast traktować zastaną przyrodę jako przeszkodę, można znaleźć w niej sprzymierzeńca ludzi, którzy będą tam mieszkać. Wystarczy się tylko rozejrzeć.

Więc niech architekci krajobrazu szaleją! Niech zasłaniają elewacje zielenią aż po dachy! A jakie cuda można wykreować wodą! Niech wysilają całą swoją wyobraźnię, tworząc rajskie oazy. 

Tylko hola, hola! Fantazję architektów krajobrazu też trzeba ukierunkować. Żadnych rujnujących budżet drogich roślin egzotycznych i dziwactw, wymagających stada ogrodników. Zwalających kłopot na głowę mieszkańców. To może i wygląda fajnie na obrazku, ale po trzech latach zostają z tego smętne resztki i wysokie rachunki wspólnoty. Gdzie tam po trzech latach! Wystarczy jedna taka susza jak w zeszłym roku, żeby mimo hektolitów wody trawnik przypominał jesień średniowiecza, po której przemknęły tabuny wolnych krów, a potem go zjadła szarańcza. No żółty po prostu. 

Jeśli nie ma zbiorników na deszczówkę, to o trawniku lepiej zapomnieć. Zresztą w ogóle o trawnikach trzeba zapomnieć. Niech odejdą do lamusa razem z amerykańskimi serialami o życiu na przedmieściach z początku wieku. Desperate Housewives to nie nasza bajka.

Pora docenić piękno naszej rodzimej przyrody. Jej hart, odporność i stylowy urok. Niech bursztynowy świerzop, niech gryka jak śnieg biała, niech się łąki ścielą kwieciem, niech dzięcielina pała…. To poemat o koniczynie? No pewnie! Koniczyna sama w sobie jest poezją. Miękka, aż się po niej chce chodzić boso i bosko pachnąca, I te białe kwiatuszki. Śliczna aż kiczowato. Jeśli jednak architekci zieleni upierają się przy egzotyce, to niech mają. Proszę bardzo – ogrody stepowe i preriowe wytrzymują miejską suszę, a jak efektownie wyglądają.

Teraz jeszcze wystarczy dopilnować, żeby osiedle po zrealizowaniu wyglądało tak, jak to obiecywaliśmy na obrazku. Naprawdę warto wydać na to trochę więcej. No dobrze – czasem sporo więcej. Ale żeby nie kupować wyłącznie maleńkich sadzonek. Zachowajmy zdrowe drzewa, posadźmy trochę wyższe żywopłoty, gotowe zielone parawany czy podrośnięte pnącza. A jaki efekt? Pierwsze wrażenie naprawdę się liczy. Poczekajcie na telefony zauroczonych gości setek parapetówek na nowym osiedlu.

Ostatecznie jak rozpoznać prawdziwe eko osiedle? Co je odróżnia od greenwashingu? Poznamy je po szacunku do zastanej przyrody. Po trosce, aby mimo brutalnej ingerencji, jaką jest budowa, próbować zachować kawałek natury i ją odbudować.  Po zrozumieniu jakie zagrożenie niosą mordercze upały i jak zieleń może nas przed nimi ochronić. Jak ważna staje się woda w obecnych czasach – jej brak i błyskawiczny nadmiar, które będą nas dotykać. 

Niektórzy deweloperzy mogą myśleć, że ekologiczne rozwiązania dotyczą tylko dużych osiedli mających spore tereny na zieleń i wodę. Rzeczywiście gorzej mają ci, z maleńkim skrawkiem terenu w środku miasta, na którym w dodatku przepisy wymuszają budowę wielopoziomowego garażu. Ale i na to są sposoby – na ratunek przychodzi winobluszcz i park kieszonkowy. Jak? O tym następnym razem. 

c.d.n.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *